Header


Osobiście nie bardzo interesują mnie nominacje Oscarowe, wolałabym raczej skupić się na stylizacjach gwiazd z tegorocznej gali. Przeglądając na prawdę mnóstwo stron poświęconych tej jakże ważnej ceremonii wybrałam jedynie 3 najlepiej ubrane kobiety (oczywiście wg mnie), których stylizacje przybliżę Wam poniżej:




1. Jennifer Lopez


Moim zdaniem wygląda jak prawdziwa księżniczka. Piękna suknia świetnie współgra z jej latynoską urodą. Delikatny makijaż i mało biżuterii. Obok zdjęcia dodałam zestawy "get the look", którymi można się trochę zainspirować. Już od kwietnia zaczną się huczne wesela, więc myślę, że niektóre propozycje mogą się przydać :) .

2. Dakota Johnson


Klasyczna czerwień zawsze pięknie prezentuje się na brunetkach i czerwonym dywanie. Chociaż ja wybrałabym bardziej romantyczne upięcie lub po prostu podkręcone włosy do tej stylizacji, to Dakota prezentuje się i tak rewelacyjnie w skromnej kitce. 

3. Reese Witherspoon


Reese klasycznie, jak często, na biało-czarno. Taki look sprawdza się praktycznie zawsze. Gdy nie jesteśmy pewne jaki kolor, czy wzór do nas pasuje, najbezpieczniej wybrać standardowe, gładkie białe, czarne lub biało-czarne stylizacje.

A kto wg Was najlepiej się prezentował? 

Przenieś swój blog na Nouw - teraz możesz importować swój stary blog - kliknij tutaj!

Likes

Comments


Witam! W tym poście pragnę napisać wszystko o mojej aktualnej pielęgnacji włosów, a także opowiedzieć o tym, dlaczego przestałam farbować włosy i postanowiłam wrócić do naturalnego koloru.


Otóż wszystko zaczęło się już 8 miesięcy temu. To wtedy postanowiłam zaprzestać farbować moje włosy i postarać się bardziej dbać o ich właściwą pielęgnację. Ale najpierw opowiem co sprawiło, że doprowadziłam je do totalnej ruiny. W 2012 roku po raz pierwszy pofarbowałam włosy. Była to koloryzacja profesjonalna w salonie, gdzie mimo porad fryzjerki o pasującym do mojej urody blondzie, zdecydowałam się na czekoladę od wpływem imponującej nazwy i pięknego koloru na palecie. Niestety koloryzacja okazała się katastrofą. Kolor wyszedł bardzo nienaturalny i wyglądałam po prostu strasznie. Wychodząc z salonu popłakałam się i mając nadzieję, że kolor się wypłucze i wrócę do swojego mysiego ciemnego blondu, postanowiłam, że nigdy więcej nie tknę żadnej farby. Oczywiście jak się domyślacie stało się zupełnie inaczej. Intensywna ciemna czkolada na włosach wypłukała się do rudości, która nie pasowała mi jeszcze bardziej. Rozpoczęłam zatem przygodę z rozjaśnianiem. Zainspirowana odcieniami blondu na opakowaniach farb postanowiłam wybrać najjaśniejszy odcień. Wydaje mi się, że była to farba Garniera 111, a więc bardzo jasny popielaty blond. Niestety na moich rudościach okazał się bardzo żółtym kurczaczkowym blondem. Byłam załamana, więc by ratować tragedię użyłam jakiegoś drogeryjnego rozjaśniacza do 5 tonów! Katastrofa!!! Platyna... Ale wciąż z przebłyskami żółtego. Do tego wszystkiego codzienne prostowanie włosów i raz na miesiąc farbowanie najróżniejszymi blondami na przemian z koloryzacją u fryzjera i domową. Co stało się z moimi włosami? O ile kolor był już całkiem w porządku to kondycja moich włosów wołała o pomoc! Wiecznie rozdwojone końcówki, łamiące się. Nie byłam w stanie zapuścić włosów dłuższych niż trochę przed ramiona. Gdy kogoś spotykałam pytano mnie: "Znowu podcięłaś włosy?" Byłam załamana, pragnęłam na siłę je zapuścić a one wciąż się łamały. Zdecydowałam się więc na powrót do ciemnego koloru, aby zaprzestać tak częstemu farbowaniu. Wybrałam się do fryzjera, który położył mi na włosy przepiękny brąz. Wydaje mi się, że nie wyglądałam wcale tak źle, ale niestety kondycja włosów pozostała bez zmian. Moja pielęgnacja nie była także odpowiednia, używałam pierwszego lepszego szamponu i zwykłej odżywki, którą spłukiwałam od razu po nałożeniu licząc na to, że coś zdziała. Po 3 miesiącach piękny brąz zaczął wpadać w rudość, a odrosty były popielate, zatem aby wyrównać kolor użyłam Palette ciemny brąz (jakaś pianka koloryzująca czy coś). No i na głowie nie mogło wyjść nic innego niż absolutna czerń... Płacz w oczach. Późniejsze próby ratowania włosów to zdjęcie koloru, powolny powrót do blondu, używanie na własną rękę profesjonalnych farb fryzjerskich (naturalnie ze źle dobraną wodą)... I kolejna katastrofa. W końcu koloryzacja u fryzjera, beżowe pasemka, tak więc kolor nie wyglądał już płytko. Blond mienił się milionami refleksów, bardzo popielaty, jasny, piękny blond. Ale niestety nie miałam już włosów tylko siano. Na prawdę istne siano. Zaczęłam przeglądać blogi włosomaniaczek, dzięki którym nauczyłam się co to świadoma pielęgnacja włosów i zaczęłam używać specjalnie dobranych kosmetyków. Zaczęłam regularnie podcinać i zabezpieczać końcówki. Przede wszystkim uzbroiłam się w cierpliwość i stopniowo pozbywałam się "siana". Po czasie, przeglądając zdjęcia w naturalnym kolorze włosów, stwierdziłam, że natura wiedziała co robiła dając mi taki a nie inny kolor włosów i zdecydowałam się zaprzestać farbowania włosów. Oczywiście nie było to takie łatwe. Dowiedziałam się jaki odcień mają moje włosy i jaki poziom. Okazało się, że jest to natura 7.0 i takiej oto farby użyłam. Kolor wyszedł bardzo zbliżony do mojego naturalnego, aczkolwiek pierwsze dni po farbowaniu wpadał lekko w zieleń. Na szczęście po 2 tygodniach wypłukał się do idealnie mojego odcienia. Niestety wypłukiwał się dalej, aż zaczął znów prześwitywać blond. Miałam już wtedy jakieś 6 cm swoich odrostów. Postanowiłam więc zatrzeć lekko granicę między naturalkami a wyblakłym blondem. Użyłam do tego sprayu rozjaśniającego, o którym pisałam tutaj: Easy Lites. Powoli moje włosy zaczynały nabierać blasku i tempa wzrostu. Świadoma pielęgnacja (maski, odżywki, oleje, techniki mycia włosów, częściowa rezygnacja z prostownicy i suszarki, podcinanie końcówek, tangle teezer i invisibobble, a przede wszystkim brak farbowania). To wszystko sprawiło, że moje włosy są teraz w całkiem dobrej kondycji. Oczywiście różnica w kolorze włosów jest denerwująca, wygląda trochę jak niemodne już ombre, ale mimo kuszących farb nie decyduję się póki co na żadną, dopóki nie będę miała siwych włosów hihi! Powrót do naturalnego koloru wymaga zupełnie innej pielęgnacji. O naturalne należy dbać inaczej niż o końcówki "po przejściach". Naturalki szybciej się przetłuszczają, a tamte pozostają lekko przesuszone. Radzę sobie z tym dzięki niedawno odkrytemu suchemu szamponowi z Batiste. Aby lekko rozjaśnić ciemniejsze partie używam od czasu do czasu serii Go Blonder, a do zatarcia różnicy w odrostach - sprayu rozjaśniającego. 



Podsumowując:
Dziewczyny z naturalnymi włosami - niech Was nie skusi diabeł na farbowanie, bo uwierzcie mi mało kiedy uzyskany efekt jest taki jaki oczekujemy, a natura wiedziała co robiła obdarzając nas takim właśnie kolorem. Dziewczyny, które zaczęły bawić się w farbowanie i mają podobne przeżycia co ja - pomyślcie czy nie warto może powrócić do natury? Oczywiście zapuszczanie odrostów jest okropnym przeżyciem, szczególnie w pierwszych miesiącach, gdy wszyscy pytają "a kiedy w końcu ufarbujesz te straszne odrosty?" Nie warto przejmować się opiniami innych, warto natomiast wytrzymać, uzbroić się w cierpliwość i za jakiś czas zachwycić wszystkim pięknym kolorem niemożliwym do uzyskania przez farbowanie - naturalnym, mieniącym się pięknymi refleksami!

Miłego Dnia,

xoxo Monia.

Likes

Comments

Już niedługo święto przez jednych uwielbiane, przez innych nieco przeklęte. W każdym bądź razie, wierzcie mi, dla każdego jest przeznaczona ta "druga połówka" i to właśnie w Walentynki single powinni nabrać nadziei na jej znalezienie. Po co obrażać się na święto zakochanych jak można równie dobrze je świętować. W klubach przeznaczone są nawet specjalne imprezy walentynkowe dla singli. Ale przejdę teraz do tych zakochanych par. Jesteście ze sobą już tak długo, że pomysły na prezenty całkowicie się wyczerpały? A może to Wasze pierwsze wspólne Walentynki i nie wiecie jaki upominek podarować swojej Miłości? Postaram się Wam troszkę pomóc. 



Powyżej zamieściłam obrazek z pomysłami upominkowymi dla faceta.


To nasze kolejne wspólne Walentynki:

- bokserki z miłosnym nadrukiem
- balsam lub perfum w ulubionym zapachu
- obudowa na smartphone'a np. dwie dla niej i dla niego łączące się w całość
- elementy garderoby, np. upragniony T-shirt, fullcap, pasek, zabawny krawat

To nasze pierwsze wspólne Walentynki:

Gdzieś kiedyś widziałam taki cytat:
"Leggins and piercings? - No babe, cooking skills and nice dresses."
Umiejętności kulinarne to na prawdę cudowny prezent dla faceta (dla kobiety również). Także jeśli wystarczająco jeszcze nie znamy swojego partnera może właśnie warto postawić na powiedzenie "przez żołądek do serca".

A co dla niej?



To nasze kolejne wspólne Walentynki:

- obowiązkowo RÓŻE !
- seksowna bielizna (najlepiej w czerwieni kojarzącej się z Walentynkami)
- ulubiony zapach perfum
- kosmetyki do pielęgnacji
- portfel lub torebka
- biżuteria
- bilety do kina (np. na 50 Twarzy Greya)


To nasze pierwsze wspólne Walentynki:

- obowiązkowo RÓŻE !
- biżuteria
- kosmetyki do pielęgnacji
- bilety do kina (np. na 50 Twarzy Greya)

Jeśli podałam cytat odnośnie kobiet to dlaczego by nie podać czegoś dotyczącego panów?
"Snap backs and tattoos? - No honey. Good Job and nice suits."

I oto moja propozycja na Walentynkową randkę:


Myślę, że warto zachować tradycyjny czerwony kolor, który podobno pobudza wszystkie zmysły. :) 



Likes

Comments